Zostaw swój adres mailowy, wówczas gołąb pocztowy przyniesie wieści o kolejnej "Migawce" prosto na Twoją skrzynkę..
Imię
Email

Karaluchy pod poduchy

Skomentuj przez profil Facebooka


You may also like...

11 Responses

  1. Ola Wysocka pisze:

    Bleeee, robale to zdecydowanie mój najmniej ulubiony aspekt tropików:(

  2. Fuuuuuuj!!!!! ale jesteś dzielna!!! i tekst suuuper!

  3. Maja Hamera pisze:

    Pamiętam z Jamajki, jak siedzieliśmy sobie z mężem na tarasiku, sącząc rum, światełko tylko jakieś takie bladozielone, pewnie żeby robale nie przyłaziły. Marcin mnie szturcha – ty, patrz jaki duży żuczek! Ja myślałam że zemdleję, i mówię, że to karaluch! wielkości takiej jak opisujesz. Na szczęście mąż wykazał się refleksem i też bydlę utłukł. Nie własnonożnie, tylko stoperem do drzwi, którym było wiadro wypełnione kamieniami :)

  4. Olga Wojtokas pisze:

    pierwszy wielki karaluch w pokoju w Maroku – był wrzask na pół kilometra… kilka lat później jedząc z ulicznych straganów w Bangkoku widzimy jak karaluchy zasuwaja niemalże między garami – choć nadal uważam że są obrzydliwe już jakoś wrażenia to na mnie to robi… dziś nocujemy na Filipinach – wiem ze słyszenia że chłopakowi, który spał w naszym pokoju przed nami karaluch wszedł do ucha tak skutecznie że bez interwencji lekarskiej się nie udało – a my nadal śpimy z uchylonym oknem i bez moskitiery… 😉

    • bestia pisze:

      Olga, nie stresuj mnie.. Wszedl mu do ucha??? To pewne??? Tj, nie jest to legenda miejska tylko potwierdzony fakt? Ktos zna tego chlopaka? Ktos zna tego lekarza? Ktos Tobie znany? Oj, czuje, ze do konca podrozy bedziemy sypiac pod moskitiera, a potem na wszelki wypadek i w Polsce :)))

  5. De Plutina pisze:

    Temat na czasie.. wczoraj spedzilam podobnie noc 😀 ale te uciekajace po pokoju nie robia na mnie wrazenia po tym jak odkrylam taka ogromna paskude na wlasnej nodze stojac juz pod prysznicem… Pozdrowienia z Malty dziewczyny! 😉

  6. Monika Czech pisze:

    Ja mieszkam juz 5 lat w Limie i do tej pory ani razu nie odważyłam się zabić karalucha osobiście. Tak mnie obrzydzaja i przerażają. . ale za to miałam ostatnio bardzo „ciekawe” doświadczenie. W kuchni wieczorem zauważyłam karalucha spacerujacego sobie bo podłodze kuchni i kierującego się w do miski z wodą dla mojego kota. I nie mogłam oczom uwierzyc- karaluch wspiął się na miskę i zaczął wodę pić. Przez dobre kilka sekund nie mogłam się ruszyć- tak byłam zafascynowana i przerażona za razem. Poszłam delikatne stawiając kroki po męża a potem już tylko słyszałam ten charakterystyczny chrup pod butem mojego męża. Brrrr coś obrzydliwego

  7. Pani Sylwju pisze:

    Respect! Ja zawsze wydzierałam się na tyle głośno, żeby ktoś przyszedł wykonać czarną robotę za mnie….:D

  8. De Plutina, Aaaaa!!! Mialam niedawno podobnie bliskie spotkanie trzeciego stopnia – cos mnie laskotnelo po lydce, ale ze mialam Gaje na rekach i schody do sforsowania – nie zwrocilam na to uwagi. Na gorze, gdy postawilam juz mala na nogi, okazalo sie ze na mojej lydce siedzi TAKI WLASNIE WIELGACHNY KARALUUUCH, AAAAAAAAAAAAAAAAA!!!! Podwiozl sie lydkostopem, skubany! Koles sie od razu zorientowal, ze zostal nakryty, wiec szur do kata. Mial jednak pecha. Primo – byl dzien. Secundo – bylysmy z koleżanką bardzo zdeterminowane, by kolesia dopasc. I dopadlysmy. Mordowala ona, obydwie wrzeszczalysmy z obrzydzenia. No tyle czasu w tropikach, a wciaz toto robi na mnie niezapomniane wrazenie, bleeeee!..

  9. marcin pisze:

    Dzięki takim właśnie historiom, w taki super barwny sposób opisany ten blog nie bez przyczyny został za najlepszy uznany:-!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *