Zostaw swój adres mailowy, wówczas gołąb pocztowy przyniesie wieści o kolejnej "Migawce" prosto na Twoją skrzynkę..
Imię
Email

Somos Dos fotoreportażowy blog podróżniczy mamy z dzieckiem

Kochani!

No to się podziało!

„Somos Dos” zdobył PIERWSZE miejsce w kategorii: Podróże w konkursie „Blog Roku 2015”,

wówczas, gdy my – zupełnie tego nieświadome – świętowałyśmy z Gajką domniemywane 3-cie miejsce w uśpionym południowym słońcem, gwatemalskim Flores.

Na to konto zjadłyśmy gigantyczne lody, po czym złapałyśmy stopa do naszej docelowej, malusieńkiej miejscowości. I tam dopiero, kolejnego dnia moj telefon zlapał sieć. A z siecią – przyleciała nowina – jedna jedyna nowina – od mojej mamy – bo tylko z nią w zasadzie kontaktuję sie moim prościutkim telefonikiem. Laptop, którego używałam do pozostałych internetowych czynnosci od tygodnia leżał na dnie plecaka z przetrąconym sercem.  Nowiny w pierwszym momencie nie zrozumialam, dajac dowód swej ignorancji lub po prostu braku dostępu do wiadomości. Zaraz jak to? Wiec to były dopiero nominacje? Więc.. ogłosili zwyciezców?! Więc.. jesteśmy pierwsze!?

Dopiero teraz, tydzień później, siedząc w zacisznym pokoiku w meksykańskim Tulum mogę spokojnie popatrzeć w internetowe strony. Tak. Jestesmy pierwsze. Blog, który tak naprawdę jest bardziej wariacją na temat naszej podróży, niż faktycznym blogiem podróżniczym zdobył pierwsze w swej kategorii miejsce.

 

gala

 

I teraz własnie, oglądając tą statuetkę, a w zasadzie jej zdjęcie, myślami biegnę do Was, którzy towarzyszycie nam w tej podróży. Jesteście dla mnie troszkę jak duchy – pojawiacie się niezauważeni, rozgaszczacie się na moment, by potem równie niezauważalnie zniknąć. Czasem tylko ktoś z Was skrobnie komentarz pod tekstem czy napisze krótkiego maila. Jestescie dla mnie jak te dobre duchy, które – choć niewidoczne, wspierają nas siła, myślą i słowem. Ten Konkurs dopiero sprawił, że część z Was ściągnęła czapkę niewidkę uświadomiając mi, że w tej podróży wcale nie jesteśmy takie same.

Za to piękne odkrycie,
i za to, że towarzyszycie nam w Drodze,

dziękuję..

 


Ta podróż rozpoczęła się dokładnie 23 sierpnia o godzinie 13.20. Wówczas to na świat przyszła pewna szarooka dziewczynka, która już od dawna nosiła imię Matki Ziemi. Pamiętam pierwsza noc w szpitalu, gdy zdałam sobie sprawę, ze parę godzin temu zaczęła się najważniejsza podróż mojego życia. Że stanęłam własnie z moja małą córeczką na poboczu i wystawiłam kciuka. I że nie wiem, kto się zatrzyma, by nas ze sobą zabrać. Nie wiem, gdzie dziś będziemy spały, nie wiem dokąd dotrzemy, ani jakie przygody przyjdzie nam przeżywać.  Wiem tylko, ze właśnie ruszyłyśmy razem przed siebie – w życie.
 
Czasem ludzie nas pytają: Gdzie jedziecie? Jaki jest cel Waszej podróży?
 
Nie mamy celu. Droga jest celem. Każdy dzień. Każda chwila. Gdzie docieramy, tam jesteśmy.  Podróżujemy niespiesznie, zatrzymując się w miejscach, które lubimy. Zakorzeniamy się na chwile, zaprzyjaźniamy z ludźmi, a oni na moment staja się częścią naszego życia, na zawsze zostając w naszej pamięci.
 
Ta droga ma także wymiar wertykalny. To podróż w głąb siebie, na spotkanie swoich lęków, ograniczeń i kipiących jak gejzer radości. To wielokrotne próby cierpliwości, odwagi i rozsądku.  To ciągłe lekcje proszenia, otrzymywania i dawania. To także nieustająca improwizacja i praktyka wdzięczności – za  ludzkie dobro, za błękitne niebo, za znaleziona na drodze gumkę-recepturkę. To nieustanna akceptacja tego co przychodzi oraz trudne lekcje zaufania – do siebie, do swojego dziecka, do ludzi i do świata. I odkrywanie tego, że życie jest tu i teraz.
 
Ta podróż to moja droga do Gai. Tu uczę się jak być mama. Jestem dla mojego dziecka w każdej chwili, dając jej przestrzeń na własne zdobywanie świata. Buduję naszą relację od podstaw, ucząc się miłości w każdym jej wymiarze. Tu zlepiam moje serce i dusze, bo wierzę głęboko, że gdy kiedyś życie wymierzy Gai swoje ciosy – nie upadnie tak strasznie jak ja, bo będzie miała jeszcze jedno źródło swej siły – własną mamę. Dlatego i dla niej ta podróż. Dla niej – bo jestem pewna, że aby swojemu dziecku przekazać spokój, radość i miłość, trzeba samemu tą radość, miłość i spokój w sobie mieć. Wiec podróż jako droga do siebie? Oczywiście, dlaczego by nie. Czas, przebyte kilometry i 20 kg plecaka robią swoje, już lżej jest się budzić i lżej oddychać. I śmiać się do swojego dziecka radośnie, śmiechem prawdziwym, nieudawanym. I patrzyć na świat w zachwycie, odkrywając razem jego nowe horyzonty.
 
Chciałabym bardzo, by ten blog, który powstał z fejsbukowego ścibolenia dla bliskich miał moc wsparcia tych wszystkich osób, którzy idą przez ciemność, doświadczając bólu emocjonalnego i samotności. Szczególnie kieruję go do rodziców, którzy z różnych powodów sami towarzyszą swoim dzieciom w Drodze – mam w sobie cicha nadzieje, że być może moja pisanina choć trochę pomoże Wam w codziennej podróży do światła.
 
Bo i my, kochani somos solo dos.

     

Zostaw swój adres mailowy, wówczas gołąb pocztowy przyniesie wieści o kolejnej "Migawce" prosto na Twoją skrzynkę..
Imię
Email
Secure and Spam free...